czwartek, 5 kwietnia 2018

Brak słów

Nie trzymają się mnie słowa od dłuższego czasu. Nie wiem, czy można to zwalić na fakt, że studiuję na polibudzie i zamieniłam je na wzory matematyczne i chemiczne, a pielęgnowane na końcu języka zdania odsuwam na bok na rzecz szybkich notatek. Mam wrażenie, że każdy tekst, który zalęga mi się w głowie, jest skrajnie niepotrzebny. Jest marnowaniem czasu, nie jest odkrywczy. Ile vlogów i blogów przestałam obserwować, bo czułam, że słowa tam pisane czy wypowiadane nie wnoszą do mojego życia zupełnie nic?
Coraz bardziej czuję i widzę, że nie trzymają się mnie nie tylko słowa. Nie trzymają się mnie poglądy, przekonania, systematyczność. Nie mam siły niczego gonić, nie mam siły odpocząć. Nagłe nadejście wiosny przyniosło raczej ból głowy spowodowany zmianą ciśnienia niż radość. Chociaż na wrocławskim Biskupinie odradzające się życie chcąc nie chcąc przywraca minimum wiary w życie i uśmiech na twarz. Jak można się nie cieszyć, widząc kolorowe od nieśmiałych kwiatów trawniki przydomowych ogródków i czując w powietrzu lawendę? Jakoś łatwiej znieść kolejny wyjazd z domu.
Wsiąknęłam w to miasto, choć nawet dzisiaj odkryłam w nim coś nowego. Coraz częściej łapię się na mówieniu na swój wynajmowany pokoik dom. Ale i coraz częściej myślę, że mój czas tutaj jest policzony. Ech, gdybym nie miała natury Włóczykija, może byłoby prościej. Wierzę, że gdzieś tam jest na świecie miejsce, gdzie trafię i powiem: tak, to tutaj!, i nie będę już czuła tego ssania w żołądku, które będzie mi ciągle podsuwało kolejne plany i poczucie konieczności kolejnego burzenia tego, co gorliwie buduję. Chociaż może i byłoby prościej, ale za to zdecydowanie nudniej.

Witam więc tutaj w nowym roku, który już jakiś czas trwa. Mówi się tyle o wiosennych porządkach, więc i ja odkopałam tego bloga, by kilka tych niepotrzebnych zdań ubocznych wysłać w świat. Dobrze byłoby wrócić, ale za stara jestem, żeby składać tak naiwne obietnice :)